top of page
Moje historie: Blog2

Słuchasz go na własne ryzyko

19 paź
1 minut(y) czytania

Stworzony przez potomków niewolników z Afryki, urodzony z nowoorleańskiego bluesa, rozwinięty w Chicago i wzdłuż Mississippi, jazz od tego momentu zawitał w gorącym Chicago i na spokojnym Zachodnim Wybrzeżu, skończył w Nowym Jorku, spędził kwiecień w Paryżu i noc w Tunezji.


Gabs przeczytała nam w klubie poetyckim wiersz „War memoire” Boba Kaufmana z tomiku „Jazz poems” – antologii przedwojennej amerykańskiej poezji opisującej jazz, klimat jazzu, historię jazzu, ontologię jazzu. Przeczytałam tomik pełna podziwu dla melodii, muzycznych onomatopei, instrumentalnych metafor. Od czasów młodzieńczej fascynacji Szekspirem, żadna angielska poezja nie porwała mnie tak bardzo, motywując do rozumienia nieprzetłumaczalnych sformułowań.

Przedstawiciele Harlem Renassaince z Langstonem Hughesem na czele tworzą w swoich wierszach testament jazzu, ale również oddają atmosferę i klimat tamtych lat, w których jazz przewija się w tle. A zbiegiem okoliczności ta historia sprzed wieku jest też moim soundtrackiem. Na okrągło puszczam w słuchawkach Autumn Leaves i Caravan. Nie mówiąc już o tańczeniu.

Liczę na to, że uda mi się przetłumaczyć przynajmniej fragmenty tych wierszy i podzielić się nimi, chociaż angielski daje tu popalić, a rytm nie stanowi kwestii do zbagatelizowania.

Ted Joans z wiersza dla Lestera Younga zwanego Prezydentem tenorowego saksofonu:

Był naszym prezydentem jak i ministrem poruszającego duszę Jazzu, wiedział, w co dmuchał, i robił, co prezydent powinien – grał, grał, grał.

No właśnie, przetłumaczenie czasownika „to wail” na „grać” brzmi jak zdrada, a na „zawodzić” jak kalka :P

Komentarze


Moje historie: Subscribe
  • Tumblr
  • Instagram
  • facebook

©2020 by mowa prosta. Proudly created with Wix.com

bottom of page