top of page
Moje historie: Blog2

Summertime in Herräng

  • 1 dzień temu
  • 1 minut(y) czytania

To drugie lato, kiedy wyjechałam na Herräng – swingowy obóz taneczny w Szwecji. Miejsce, gdzie „przyjeżdżasz dla muzyki, a wracasz dla ludzi”. Miejsce, które amplifikuje wrażliwość i pozwala spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Trochę tak, jakby podróżować po całym świecie, tylko że świat przyjeżdża do jednego miejsca.


Mój dziennik z Herräng zaczyna się od zdania „Nie pamiętam już dat”, chociaż nie mogłabym być tam dłużej niż jeden lub dwa dni. W pierwszym tygodniu składamy piętrowe łóżka, stawiamy namioty, szykujemy dom kultury na festiwal taneczny. W skrócie carrying heavy shit i getting shit done. Od rana do wieczora nosimy i skręcamy, a wieczorem jeździmy nad morze lub na jeziorka w starych szybach kopalnianych. Pływamy, tańczymy, rozmawiamy.


Kiedyś w Kopenhadze odwiedziłam artystyczną dzielnicę Christiania i przez chwilę, siedząc między pomalowanymi w murale budynkami, zastanawiałam się, jak by to było zostać tu na zawsze. Herräng jest jednym sezonem w Christianii. Fakt, że nie jest ci dany na zawsze, wcale nie jest jego wadą. Doceniasz w nim każdy dzień i moment spędzony z drugim człowiekiem, którego widzisz tylko raz do roku, a może już ostatni raz.


Kiedy wracam stamtąd, czuję się trochę rozedrgana i inna. Pcha mnie to do recytowania poezji w trakcie potańcówek swingowych. Nie jestem mniej zaskoczona niż inni, słysząc ze swoich ust wiersz Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej.


mówisz że jazz-band jest dziki że płacze jak wicher w kominie i że cię przeraża to minie nuty życia czyż nie są dzikie życie jest zamętem i krzykiem przecież przyszliśmy na świat wśród takiej muzyki

Jazz band, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska



Komentarze


Moje historie: Subscribe
  • Tumblr
  • Instagram
  • facebook

©2020 by mowa prosta. Proudly created with Wix.com

bottom of page