Living on the island
- 2 lut 2025
- 5 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 19 mar 2025
Któregoś letniego dnia w Krakowie znalazłam się na koncercie Julii Pietruchy za fabrycznymi budynkami na Dolnych Młynów – serca hipsterskiego życia, które zostało zamknięte przez okrutną sektę deweloperów – i usłyszałam uroczą, spokojną piosenkę zagraną przyjemnym tonem na ukulele: Living on the Island where the sun shines bright and the people smile, that’s what I need…
Zamknęłam oczy i na chwilę znalazłam się na owej wyspie, na tej, którą wyobrażałam sobie w dzieciństwie, dokładnie tak jak lecą słowa tej piosenki. A jest to opowieść jedna z wielu, powtarzana bajka o miejscu stworzonym idealnie dla nas, do którego dążymy, cierpiąc naszą codzienność, wyspa, na której rozwiązują się wszystkie problemy. Wreszcie antyczna wyspa szczęśliwa, do której zmierzają ścieżki bohaterów.
Za to zacytuję jeszcze Gałczyńskiego, wzbudzając nostalgiczną atmosferę, zanim opowiem wam o wyspie, która w żadnej mierze nie jest wyspą z poematów i piosenek.
A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź, Wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj, Ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań, We śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu…
Konstanty Idefons Gałczyńsi, Prośba o wyspy szczęśliwe
Oto wyspa.
Majestatycznie wyrasta z wód Oceanu Atlantyckiego tuż przy afrykańskim wybrzeżu. W pojedynku kolonizatorów wygrana przez Królestwo Hiszpanii. Dziś obarczona brzmieniem europejskich amatorów. Na południowych stokach gór hotele rosną jak grzyby po deszczu, a na ciepłych plażach ja mrówki kłębią się turyści. Pod ich stopami wyspa żyje swoim życiem, z pozoru spokojnym, lecz gotowym wybuchnąć gamą niespodzianek. Niezbyt miłych niespodzianek.
W tej bajce o szczęśliwej wyspie ten, kto chce pozostać szczęśliwy, musi podporządkować się najpierw prawom natury.
Wyspa narodziła się trzydzieści tysięcy lat temu.
Lecz zanim się narodziła, musiało dojść wpierw do aktu namiętności. Być może w dzieciństwie oglądaliście na Discovery Channel filmy na ten temat. Na temat powstawania wysp oczywiście. Z charakterystycznym kadrem, na którym wrząca lawa spływa powoli, a następnie wpada do wody, parując i sycząc wściekle.
Ta walka między siłami ziemi i wody wypełniona jest agresją i miłością. Ocean nienawidzi nowego lądu i pragnie go zatopić. Nowa wyspa wściekła i nieustępliwa gotowa jest zjeść ocean kęs za kęsem. Lecz to właśnie woda, chłodząca gorącą magmę, tworzy kamień i pozwala wyspie zaistnieć.
Każdy akt namiętności ma w sobie trochę agresji. Od momentu pierwszego zbliżenia wojna trwa przerywana chwilami pokoju. Archipelag ewoluuje więc nieustannie, jakby w procesie niekończącej się adolescencji.

Na północy wyspy znajdują się naturalne baseny El Caletón wyżłobione w zastygłej lawie, która spłynęła tu kilkaset lat temu. To dziwne uczucie, kiedy ziemia, na której stoisz, z założenia uznaną za zamierzchłą, okazuje się być względnie tak młodziutka.
Spaceruje po nastoletnim wybrzeżu i wytężam wzrok, próbując dostrzec na horyzoncie kształt La Palmy, inne kanaryjskiej wyspy, na której mieszka mniej osób niż w Nowej Hucie. Ta szczęśliwa wyspa przełamuje się na pół i w przypadku poważnych ruchów tektonicznych rozdwoi się wreszcie, tworząc falę tsunami zdolną zatopić całe wybrzeże Florydy.
Zaraz obok zarysowuje się wyspa El Hierro. Jej mieszkańcy w 2011 roku obserwowali z ekscytacją wir morski spowodowany podziemnym wybuchem wulkanu. Gdzieś pod powierzchnią oceanu dochodzi do kolejnych miłosnych aktów i cichych poczęć nowych wysp.
Wróćmy na naszą wyspę, na Teneryfę.
A właściwe na dwie wyspy, bo północ i południe Teneryfy są dwiema odrębnymi krainami oddzielonymi masywem górskim. Południowa - wypełniona ośrodkami wypoczynkowymi wyrastającymi na wzgórzach jak grzyby, z afrykańskimi temperaturami, suchym krajobrazem palm i zaschniętych krzewów. Gdy znad Sahary nadciąga gorące powietrze Kalimy, ludzie zamykają okiennice, by chronić się przed piaskowym pyłem. To jednak również ta część z reklam i mitów. Wyspa słoneczna, gorąca, ze złotymi plażami i ciepłym oceanem, w którym bawią się delfiny.
Ale ja opowiadam o tej drugiej Teneryfie, tej północnej, o wąskim wybrzeżu wciśniętym między wściekły ocean i wysokie, strome góry. Jadąc z Buenavista del Norte do Santa Cruz de Tenerife, mijasz miasteczka z uroczymi domkami i kościołami, usiane skromnie wzdłuż głównej drogi biegnącej pod ostrymi zboczami z kilkoma otwarciami na kwitnące doliny. Od jesieni do wiosny pełne magicznych, wielobarwnych roślin wegetujących tak długo, jak spadnie na nie trochę deszczu.

Można odczuć lekkie rozczarowanie, kiedy po przyjeździe zastajesz na Teneryfie chmury i musisz wyciągać z dna walizki ciepły sweter. Ale czasem jest to miłe, orzeźwiające, zwłaszcza w ciągu tych letnich miesięcy, kiedy upał w Europie jest nie do zniesienia. Temperatura na północy Teneryfy utrzymuje się na stałym poziomie przez cały rok.
Zmienność objawia się w zjawiskach. Czasem wietrzny, pochmurny dzień w Bajamar przeradza się niespodziewanie w duszne popołudnie. Można poczuć nosem gęstość powietrza i spojrzeć bezpośrednia w tarczę słońca osłoniętą piaskową mgiełką.
To Kalima znad Afryki. Uderza najpierw w południową część wyspy. Tam rozpoczyna się jej walka z masywem górskim powstrzymującym przepływ mas powietrza. Kalima zazwyczaj wygrywa i dociera na północ, łagodniejsza jednak i pokorniejsza. Spycha zimne, górskie powietrze, a to w odwrocie spływa niesamowitą armią białych chmur wzdłuż stoków. Czasem mgła wypełnia ulice nadmorskich miasteczek, a rzadziej schodzi tak nisko, że zaczyna wędrować po powierzchni oceanu.
Chmury są naprawdę leniwe. Uwielbiają odpoczywać w górskich dolinach i nie ruszać się przez całe dnie. Możesz spacerować w wilgotnym powietrzu z widocznością pięćdziesięciu metrów, a potem nagle znaleźć się pod czystym, jak łza niebem i móc oglądać szczyt Teide. Po godzinie, powróciwszy do początku szlaku, zastajesz chmurę stacjonującą w tym samym miejscu. Niekiedy może to być bardzo wygodne. Nawet jeśli obudzisz się pewnego dnia w zamglonej Buonaviście, zawsze możesz wybrać się na szybką wycieczkę w inne miejsce, gdzie chmura nie miała siły dotrzeć.

Teide jest najwyższą hiszpańską górą, a zarazem aktywnym wulkanem, którego szczyt króluje nad całą wyspą od trzech milionów lat. Przedtem trójkąt wyspy wyznaczały Anaga, Teno i Adeje, dziś sędziwe nieaktywne masywy górskie. Wypiętrzenie się Teide było ostatnim etapem wielkich tektonicznych zmian w sercu wyspy. Najpierw ogromne zapadnięcie się średniego wierzchołka spowodowało powstanie kaldery, zwanej dzisiaj Circo de las Cañadas. Potem wyrosły dwa najważniejsze wulkany Teneryfy – Punta Viejo a ostatecznie Teide.
Dolina Teide wygląda jak powierzchnia innej planety, absolutnie suchej i nieprzyjaznej. Oczywiście zawsze znajdą się dzielni bohaterowie zdolni zaadaptować się do takich warunków – endemiczne rośliny i zwierzęta, którym niestraszna jest ekspozycja na żar słońca i szybujące nad kalderą drapieżniki.
Kaldera otoczona jest górami o zjawiskowych kolorach – ciemnej czerwieni i turkusu. Wierzchołek Teide wydaje się stąd tak bliski. Można dostać się do stożka kolejką górską, ale później i tak trzeba przespacerować się do krateru na własnych nogach. Wspinając się naokoło stożka, na krawędzi przepaści, masz naokoło siebie tylko nieograniczoną przestrzeń. Możesz odpocząć od przytłaczającego widoku w specjalnych grotach, gdzie przyjaźnie zaatakują cię górskie myszy. Nie są niebezpieczne, za to przyzwyczajone do turystów karmiących ich darmowym jedzeniem. Gdy w końcu dotrzesz na wierzchołek, zapewne ujrzysz naokoło siebie chmury, lecz być może będziesz miał szczęście i ujrzysz, jak otacza cię ocean przechodzący gładko w lazur nieba.
Teide nie jest taką sobie górką i temperatura na wierzchołku zawsze pozostaje poniżej zera. Kiedy w zimie śnieg przykrywa górskie zbocza, mieszkańcy wyspy wybierają się na sanki. Niekiedy śnieg przeradza się w warstwę lodu, która zaczyna odbijać słońce. Wtedy Teide staje się kryształową górą z bajek.
7000 metrów poniżej szczytu znajduje się dno oceanu. To zaś wciąż pozostaje w skomplikowanej relacji z lądem. Moje wyobrażenie wielkiej wody to wspomnienie Bałtyku podczas letnich wakacji. Spotkanie oceanu to coś wyjątkowego. Morza ogrodzone lądem są tylko basenami w porównaniu do ogromnej przestrzeni oceanu, na której woda przyśpiesza, rśnie i okazuje swój gniew. Fale na Teneryfie są wysokie i silne. Pozwalają ci wyobrazić sobie w małej skali moc tsunami. Tutaj fala normalnych rozmiarów może pchnąć kamień i złamać nogę kobiecie, która tylko postanowiła przez chwilę pobrodzić w wodzie.
Tu wracamy do naszej niecodziennej relacji. Miłość zawsze ma w sobie nieco agresji, a te wysokie fale nie są takie straszne, jeśli przestrzegasz pewnych zasad. Możesz świetnie się bawić, pływając, nurkując pod falami i ślizgając się na nich. Lecz musisz być uważny. Czasami sztormowa fala, która nie wygląda z pozoru tak niebezpiecznie, może okazać się twoim końcem.
Oto jest bowiem wyspa prawdziwa. Niebezpieczna i niestała, skłonna zabić w każdej chwili niepokornego, naiwnego robaczka, który w porównaniu z nią żyje na tym świecie tylko przez kilka dni.
Wyspa szczęśliwa jest szczęśliwa tylko dla tych, którzy uznają jej zwierzchność. Tacy mogą w spokoju odpoczywać w jej kwitnących dolinach, racząc się wieczną wiosną.




Komentarze