Breakfast tower i Hogwart w Durham - wspomnienia z Anglii cz. 2
- 9 lut
- 3 minut(y) czytania
YORK

W stolicy Yorkshire zabytkowe centrum chronione jest specjalnym prawem. Stare miasto i mury obronne znajdują się w strefach konserwatorskich, dzięki czemu York zachował swoją malowniczość, a w niektórych miejscach prawdziwy klimat średniowiecznego miasteczka (w takim bardziej czystym, fantastycznym stylu). Chociaż są też zakątki, gdzie unosi się odór zepsutej ryby — wtedy naprawdę można poczuć się jak w czternastowiecznej Anglii.
Zaraz przy dworcu znajdują się miejskie mury, na które nie tylko można się wspiąć, ale również spacerować, i to z uroczym widokiem na stare miasto oraz katedrę Yorku, szlachetnie górującą nad panoramą. W katedrze co kilka chwil odbywają się wycieczki z przewodnikiem. Nasz przewodnik, lokalny emeryt, zaczarował nas swoją opowieścią. Gotycka świątynia, rozbudowywana z wieku na wiek, ma niezwykły, transcendentny urok, ale kryje też wiele ciekawych anegdotek i historii. Chyba najbardziej heroiczna jest ta o pożarze z 1984 roku. Ogień zaprószył się na dachu i zaczął się szybko rozprzestrzeniać. Strażak, który przybył na miejsce, z niezwykłą przytomnością umysłu ocenił, że jeśli ogień zejdzie na niższe poziomy, katedra może się całkiem zawalić (jak to stało się później z Notre Dame), i zaproponował poświęcenie górnej konstrukcji. Straż podołała niebezpiecznemu przedsięwzięciu i uratowała wnętrze świątyni.

Mniejszą refleksję zachowali rzemieślnicy, którzy, naprawiając witraże, nie zapisywali dokładnego ułożenia szybek. Z tego powodu elementy wrzucone są w przypadkowej kolejności. Łatwiej było z rzeźbami, które w języku semaforów pokazywały napis „Christ is here”, aż do pewnego roku, gdy nakręcono tam film historyczny. Znaki zostały zdjęte na potrzeby filmu, a następnie przywrócone — tylko w złej kolejności. Dopiero po latach ktoś znający się na semaforach zauważył, że pokazują „Chris is there”.
Z Yorkiem zawsze będzie mi się też kojarzyć Breakfast Tower w Bruberrie Cafe. Angielskie śniadanie na trzech poziomach. Nie do przejedzenia, chyba że podróżujecie z tatą.
DURHAM

W drodze do Durham przydarzyła mi się scena rodem z angielskiej komedii. Czekaliśmy na pociąg na dworcu w Yorku. Na biletach miejscówki: numer wagonu i przydzielone miejsca. Jednak po wjeździe taboru drapię się po głowie, bo na wagonach nie ma żadnych numerów. Nauczona, żeby w podróży zawsze pytać, jeśli się czegoś nie wie (inaczej możesz wylądować na niechcianym końcu miasta, przegapić samolot albo co najgorsze przepłacić) — zapytałam konduktora, gdzie znajdę wagon drugi. Konduktor, patrząc na mnie, jakbym się właśnie zapytała, gdzie jest peron 9 i ¾, odpowiedział spokojnie: to drugi wagon od lokomotywy. Brzmi prosto, ale nie dla kogoś, kto dobrze poznał Polskie Koleje Państwowe.
Skoro już wywołałam temat Harry’ego Pottera, to właśnie w Durham znajduje się jedna z lokalizacji, która posłużyła do nakręcenia magicznej serii. Gotycki wirydarz katedry w Durham widoczny jest w kilku pierwszych częściach, a jedna z przylegających kaplic była salą wykładową profesor McGonagall w „Kamieniu Filozoficznym”.

Durham jako średniowieczne miasto broni się w całości. Jest urocze, zbudowane na wzgórzu w załamaniu rzeki, która ją opływa z trzech stron. Nad nurtem prowadzi urokliwa ścieżka, dolina rzeki jest raczej bagnista, ale zielonkawe zabarwienie i szuwary mają w sobie coś angielskiego. Nad wodą jest kamienny most, którym można wspiąć się do zamku.
Stąd jedziemy już do Szkocji. Szosa prowadzi nas na wybrzeże, gdzie ciemnymi wodami faluje Morze Północne. Po drugiej stronie pasą się owce — źródło wełny, którą Anglia sprzedawała całej Europie. Owce na wybrzeżu są dla mnie zjawiskiem nietypowym, gdyż zawsze kojarzyły mi się z górami. Nowością jest elektrownia atomowa wznosząca się przy przylądku Chapel. Nowoczesność przycupnięta na północy, skrywająca moc, która od dziecka budzi we mnie respekt, a zarazem zupełnie niepozorna, niekrzykliwa, bielsza od wszystkiego wokół.
Cdn...









Komentarze