Doris i jej notesy
Myślę, że nigdy nie sięgnęłabym po tę pozycję, gdyby nie Dyskusyjny Klub Czytelniczy w antykwariacie Abecadło. Tęsknię za tymi spotkaniami. Motywowały do poszerzenia literackich horyzontów i dawały przestrzeń na każdą opinię. Bez nich „Złoty Notes” Doris Lessing skutecznie by mnie onieśmielił - najpierw ilością stron, a później wielością wątków i refleksji. Te dawały również pretekst do niekończącej się dyskusji.
Anna po wydaniu pierwszej powieści zaprzestaje dalszych publikacji i skupia się na prowadzeniu swoich notesów. Każdy z nich jest miejscem na historię przedstawiająca część życia i myśli pisarki. Osobiście najbardziej porwały mnie wspomnienia z Afryki. Jest też historia Emmy i jej nieudanych związków. W końcu są różnego rodzaju notatki i pomysły na kolejne nieskończone powieści.
Czasami, czytając tę powieść płynęłam z prądem, czasami czułam, że nie mogę przebrnąć na drugi brzeg. Złoty notes jest meandrem rzeki, którą się chce zostawić za sobą. Ale po czasie nachodzi cię myśl, by odkryć osobno jej odnogi. Wbrew trudom czytania zapisałam sobie bardzo dużo fragmentów, które trafnie opisywały świat, relacje lub nawiązywały do moich ulubionych autorów jak Koestler czy Dostojewski. Poza tym, że nie zgodziłabym się z Doris w wielu kwestiach światopoglądowych, to widzę wspólnotę z jej krytycznym spojrzeniem na system. I czuję sympatię do tej staruszki wracającej z zakupów, którą dziennikarze informują, że otrzymała nagrodę Nobla.
Ale mówiłaś też o odpowiedzialności. Ja też to czuję, że ludzie nie biorą odpowiedzialności za innych. (…) wciąż zapisujesz w notatnikach swoje refleksje na temat życia, ale zamykasz je w szufladzie – to nie jest odpowiedzialne.



Komentarze