O włoskich problemach według Hoopera
- 23 mar
- 1 minut(y) czytania
Jako przecinek między filozoficzną opowiastką Diderota a post-OulLiPowską powieścią Le Telliera przeczytałam sobie reportaż „Włosi” Johna Hoopera. Jestem italofilem, więc książka momentalnie mnie wciągnęła, zwłaszcza że nie jest powierzchownym obrazem malowniczych Włoch, tylko głębokim zanurzeniem w problematykę społeczną. Brytyjski dziennikarz przez pięć lat pracował w Rzymie jako korespondent. Elektryzuje przede wszystkim anegdotami, które w najbardziej wyrazisty sposób pokazują psychologiczny portret... no właśnie — kogo? Głównie Rzymian, chociaż zależy, z kim rozmawia. Różnic między regionami nie da się zignorować. Stosunkowo niedawno zjednoczone państwo włoskie to mozaika tradycji, dialektów i charakterów. Minusem książki jest przesadna ilość danych statystycznych w niektórych rozdziałach, z których większość okazuje się niejednoznaczna. Hooper zaimponował mi za to tym, że pointuje przywary, a nawet w zdecydowanej większości skupia się na przywarach. Jest to orzeźwiające przy tendencji do gloryfikowania wakacyjnej Italii, w której Włosi są uśmiechnięci, radośniejsi i czerpią z życia bardziej niż my. Jeśli wolicie zachować ten koncept w głowie, to lepiej nie sięgajcie po tę pozycję.



Komentarze