Pani de Pommeraye i miłosne przygody Kubusia
- 16 mar
- 1 minut(y) czytania
Najpierw była niespodzianka. Dostałam bez okazji książkę zapakowaną w szary papier, przewiązany wstążką, z podpisem „klasyka”. Jeśli ktoś nie kojarzy tego triku, to często na różnego rodzaju kiermaszach i wydarzeniach sprzedaje się za symboliczną kwotę książki-niespodzianki. Rozdarłam papier i moim oczom ukazał się „Kubuś Fatalista i jego Pan” Denisa Diderota. Zachwyt, bo to jeden z tych tytułów na zakurzonym dnie listy „do przeczytania w życiu”.
Drugą niespodzianką był dla mnie styl tej filozoficznej opowiastki, napisanej przecież przez jednego z pierwszych twórców encyklopedii. Anegdotyczna, żartobliwa powieść, w której narrator kpi sobie z czytelnika, a bohaterowie wpadają w sytuacyjny humor jak śliwka w kompot. Typowa atmosfera francuskiej komedii. A wszystko zwieńczone erotyczną wisienką na torcie miłosnych przygód Kubusia (i jego Pana). Była też trzecia niespodzianka — odkrycie wśród tego galimatiasu opowieści o pani de Pommeraye, znanej mi wcześniej z filmu „Lady J” (gorąco polecam). Genialna, wielokrotnie adaptowana intryga, której nie spodziewałam się znaleźć na tych stronicach. I tak „Kubuś”, schowany niegdyś do szuflady przez Diderota, był dla mnie odkryciem wielowarstwowym.
KUBUŚ: Nie, panie, nie: mam serce, ale chowam je na lepszą okazję.



Komentarze