Ryby, ryby, sarny
- 11 godzin temu
- 1 minut(y) czytania
Czytałam ją jeszcze pod znakiem Ryby, który jest też z urodzenia moim znakiem zodiaku. Mimo że do jedzenia ryb ciężko było mnie przekonać i do dziś czuję obrzydzenie na ich widok. Lecz majstersztyk tej czeskiej powieści polega na tym, że kiedy Oto Pavel opisuje rybie łuski, to ja czuję dreszcz i włosy stają mi dęba, jakbym miała tę rybę tuż przed oczami.
„Śmierć pięknych saren” to mowa prosta, poruszająca do głębi w pierwszej części poświęconej ojcu, później uziemiona w rybackich przygodach. W nich słowa nabierają najwięcej z natury. Także nawet przekleństwo staje się „powiewem wietrzyka”. Ta proza jest tak przyjemna, jakby się właśnie siedziało rzucało wędkę nad rzeką, stawem, jeziorem. Jakby się patrzyło na krajobraz przez pryzmat kolorów i na ryby jak na spadające gwiazdy.
Drażniły mnie ludzkie kroki, irytowała ludzka mowa, jakby nienależąca do przyrody. Ludzie często gadają na łonie natury o bzdurach i durnotach, natomiast przyroda mówiła prostym i jasnym językiem tylko o pięknie, miłości, nienawiści, pożywieniu i śmierci. Tak jakby ktoś wykreślił z niej wszystko, co nieistotne.



Komentarze