top of page
Moje historie: Blog2

Ryby, ryby, sarny

  • 11 godzin temu
  • 1 minut(y) czytania

Czytałam ją jeszcze pod znakiem Ryby, który jest też z urodzenia moim znakiem zodiaku. Mimo że do jedzenia ryb ciężko było mnie przekonać i do dziś czuję obrzydzenie na ich widok. Lecz majstersztyk tej czeskiej powieści polega na tym, że kiedy Oto Pavel opisuje rybie łuski, to ja czuję dreszcz i włosy stają mi dęba, jakbym miała tę rybę tuż przed oczami.


„Śmierć pięknych saren” to mowa prosta, poruszająca do głębi w pierwszej części poświęconej ojcu, później uziemiona w rybackich przygodach. W nich słowa nabierają najwięcej z natury. Także nawet przekleństwo staje się „powiewem wietrzyka”.  Ta proza jest tak przyjemna, jakby się właśnie siedziało rzucało wędkę nad rzeką, stawem, jeziorem. Jakby się patrzyło na krajobraz przez pryzmat kolorów i na ryby jak na spadające gwiazdy.


Drażniły mnie ludzkie kroki, irytowała ludzka mowa, jakby nienależąca do przyrody. Ludzie często gadają na łonie natury o bzdurach i durnotach, natomiast przyroda mówiła prostym i jasnym językiem tylko o pięknie, miłości, nienawiści, pożywieniu i śmierci. Tak jakby ktoś wykreślił z niej wszystko, co nieistotne.

Komentarze


Moje historie: Subscribe
  • Tumblr
  • Instagram
  • facebook

©2020 by mowa prosta. Proudly created with Wix.com

bottom of page