top of page
Moje historie: Blog2

Łoskot zdychającego serca

7 wrz
1 minut(y) czytania

W egzemplarzu zakupionym w Ministerstwie Starych Książek tekst zasłaniają przyklejone przez poprzedniego właściciela karteczki z notatkami. Może ktoś na tym właśnie egzemplarzu przygotowywał adaptację Małej apokalipsy w Teatrze Starym, która pchnęła mnie do przeczytania pierwowzoru. Sięgnęłam po Konwickiego, ale nadal znajdowałam się w teatrze. Akcja rozgrywa się od rana do wieczora, ale ja spaceruję z głównym bohaterem po ciemnej scenie. I chyba pasuje to do wyobrażenia na temat szarej, PRL-owskiej Warszawy u schyłku cywilizacji. Jedyną nadzieją jest piękna Nadieżda, z którą główny bohater rozmawia na huśtawce podwieszonej nad sceną, przeżywając ostatnią miłość przed samospaleniem się na rzecz ojczyzny.


Literat zmuszony jest do ofiary cielesnej, bo nie zdołał złożyć satysfakcjonującej dla krytyków ofiary ze słów. Konwicki opowiadał, że wydana w drugim obiegu Mała apokalipsa była odpowiedzią na umieranie jego kraju. W tej powieści jest jednak nie tylko opresja komunistycznych rządów, ale i presja opozycji. Hipokryzja władzy i hipokryzja tych, którzy się jej sprzeciwiają. Nic już nie ma sensu, nawet opór. Apokalipsa dokonuje się przez narastający absurd.


Kiedyś ludzie podsumowywali się o północy, przed ciężkim zaśnięciem, teraz biją się w piesi nad ranem, obudzeni łoskotem zdychającego serca.

Komentarze


Moje historie: Subscribe
  • Tumblr
  • Instagram
  • facebook

©2020 by mowa prosta. Proudly created with Wix.com

bottom of page